poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Rozdział 4 „Kocica zaskakuje”

- Mamy kłopoty James
            - Wiem – odparł Potter z uśmiechem.
            - Nie wyglądasz na zmartwionego
            - Spójrz na to z innej strony Remusie. Z tej pozytywnej.
            - Co jest pozytywnego w tym, że wyrzucą nas ze szkoły? – spytał Syriusz.
            - To, że skoro maja nas wyrzucić lada dzień to nie zaszkodzi pouczyć się trochę animagii. Jeśli mamy wylecieć to, kiedy jak nie teraz? Taka nauka trwa naprawdę długo. Tylko spróbujemy – Było widać, że James jest dumny ze swojego pomysłu.
            - Nie
            - Remusie…
            - Nie
            - A ja myślę, że to dobry pomysł – odezwał się Peter. – Obawiam się, że nie masz w tej sprawie nic do powiedzenia Remusie
            -  Zgoda, ale tylko raz i tylko dzisiaj! Dajcie mi tę książkę.
            - Jest mały problem…
            - Jaki?
            - W tej książce nie pisze jak zostać animagiem.
- Nie jest napisane! – wtrącił Remus.
- No przecież mówię  - Remus tylko przewrócił oczami, gdy Peter kontynuował. – Książki milczą! Szukaliśmy w całej bibliotece.
            - Nie w całej – przerwał mu Syriusz. – Nie w dziale ksiąg zakazanych.
            - Nie możemy tam wejść od tak sobie! – oburzył się Peter.
            - No to pójdziemy tam w nocy!
            - W sumie to i tak mają nas wyrzucić.
            - No właśnie – przerwał im Remus. – Was!
            - To pójdę tylko ja z Syriuszem.
            - To nie skończy się dobrze…
            - Czy kiedykolwiek coś, co robiłem z Jamesem skończyło się źle? – spytał Syriusz.
            - Tak – Odpowiedź Lupina padła od razu. – Pamiętasz jak podpaliliście tę kanapę?
            - No dobra… A po za tym?
            - Ta akcja z miotłami ostatnio.
            - To się nie liczy!
            - A to jak rok temu w pociągu chcieliście oknem wyjść na dach?
            - Okej niech ci będzie – odparł James. – Ale tym razem będzie inaczej. Zgoda?
            - Zgoda – odparł Lupin ze śmiechem.
            - Widziałeś Black? – krzyknął wesoło Potter. – I kto tu ma urok osobisty?
***
            - Jest pan pewien panie Wood? – Nauczycielka powoli przechadzała się po swoim gabinecie. Stawiała kroki tak rytmicznie, że Robertowi wydało się to wręcz nienaturalne. Drewniana podłoga lekko uginała się pod jej ciężarem wydając charakterystyczne dźwięki.
            - Dawno nie byłem czegoś tak pewien pani profesor.
            - Są dopiero na trzecim roku.
            - Ja sam zaczynałem, gdy byłem od nich młodszy o rok.
            - Ale ci chłopcy… - ciągnęła profesor McGonagall. – Oni nie są zbyt odpowiedzialni.
            - Nie mają być odpowiedzialni pani profesor. Mają być dobrzy! A są, sam widziałem. Może nawet uda im się w jakimś stopniu zrekompensować Gryffindorowi te wszystkie punkty, które przez nich straciliśmy. Ręczę za nich pani profesor!
            - Dobrze – odparła nauczycielka. – A teraz zejdź mi z oczu, bo jeszcze zmienię zdanie.
            - Dziękuję pani profesor – rzekł ucieszony Wood – jest pani najlepsza!
***
            - To co, gotowy? – James skierował swój wzrok na przyjaciela.
            Słońce zaszło już dwie godziny wcześniej a oni mieli właśnie wybrać się do biblioteki. Syriusz już miał odpowiedzieć twierdząco, gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem. W progu stanął Fabian Prewett. Chłopak był wyraźnie przygaszony. Usiadł na dywanie i objął swoje kolana rękami.
            - Co się stało? – spytał zdziwiony Remus.
            - Kryzys egzystencjalny…
            - Czyli pijemy. – Syriusz spojrzał na Jamesa ze smutkiem, po czym wyjął ze swojej szafki butelkę z kremowym piwem i rzucił ją do Fabiana.
***
Młody szatyn stał przed lustrem i spoglądał w swoje odbicie. Po chwili energicznie pomachał głową jakby wybudzał się z jakiegoś transu. Zamknął oczy i odkręcił kurek przy kranie. Choć jego oczy były zamknięte trafił w niego bezbłędnie sprawiając wrażenie, że odkręcał go już miliony razy. Podsunął dłonie pod strumień chłodnej wody i następnie płynnie przejechał nimi po twarzy. Chwycił biały bawełniany ręcznik i przetarł nim dłonie a następnie swoje oblicze. Zahamował strumień wody i odruchowo wytarł jeszcze dłoń w spodnie gdyż kurek był mokry. Otworzył drewniane drzwi, a te głośno zaskrzypiały. Dźwięk ten jednak nie obudził, żadnego z chłopców śpiących w drewnianych łóżkach z baldachimem. Remus uśmiechnął się lekko, po czym cofnął się do samej ściany. Wziął rozbieg, odbił się od podłogi i wskoczył na śpiącego, przykrytego kołdrą Syriusza.
- Powaliło cię Lupin? – wrzasnął Black.
- Nie, ale was chyba tak skoro jeszcze nie wstaliście, bo za pięć minut zaczynamy transmutację! – odparł Remus czochrając przyjaciela po włosach.
- Co!? – Syriusz podniósł się zrzucając przy okazji Remusa na podłogę. – Naprawdę?
- Nie! – odparł Lupin ze śmiechem. – mamy jeszcze jakieś sto minut – zapewnił spoglądając na zegarek.
- To, po jaką cholerę mnie budzisz idioto? – Gryfon krzyknął tak głośno, że pozostali dwaj chłopcy otworzyli oczy, przenieśli się do pozycji siedzącej.
- Daję wam pięć minut. – Lupin zignorował pytanie i zaczął zapinać białą, wygnieciona koszulę. – Idziemy na śniadanie.
***
- Dobra stary – rzekł Potter. – nie możemy spędzić całego dnia na śniadaniu. Trzeba stawić czoło kocicy.
- Gdy słyszę kocica mam przed oczami postać trochę innej kobiety… - odparł Syriusz spoglądając na przyjaciela spode łba.
- Ale jakby nie patrzeć ona-jest-ko-tem! – odparł Lupin sylabizując.
- Do jej charakteru bardziej pasowałyby mi niedźwiedź grizzly… - Syriusz zobaczył nietęgie miny przyjaciół. – Ona za mną stoi, prawda? Proszę powiedz, że nie! – Black spojrzał błagalnym wzrokiem na Petera.
- Nie – odparł spokojnym tonem Pettigrew.
- To dobrze chyba bym nie wytrzymał wzroku tej starej jędzy! – Syriusz zaśmiał się wesoło.
- Gryffindor traci 15 punktów przez pańską arogancję, panie Black. – Za chłopakiem stała nauczycielka. – I proponuję by wybrał się już na zajęcia, bo nie toleruję spóźnień. - dodała i odeszła w stronę wyjścia z Wielkiej Sali.
- Dlaczego mnie okłamałeś! – wysyczał Syriusz przez zaciśnięte zęby.
- Sam mówiłeś, że mam powiedzieć, że nie! – usprawiedliwił się Peter i zaczął się śmiać a James i Remus mu zawtórowali. Jedynie Syriuszowi nie było do śmiechu.
***
            Lekcja miała skończyć się za dokładnie minutę. Uczniowie zaczęli juz pakować swoje rzeczy. Profesor Minerwa McGonagall rytmicznie przechadzała się z jednego końca sali na drugi.
- Bardzo dobrze poradziliście sobie na dzisiejszej lekcji. Choć zdaje sobie sprawę z tego, że zmienianie czajnika w żółwia było dla większości z was sporym wyzwaniem to jestem usatysfakcjonowana z dotychczasowych wyników waszej pracy. Na następnej lekcji będziemy kontynuować ćwiczenia. Pamiętajcie, że na oddawanie wypracowań macie czas do końca tygodnia. Dziękuję, możecie już iść. Panowie Black i Potter zostają.
- Powodzenia. – szepnął do przyjaciół Remus. Wraz z Peterem wyszli z sali i usiedli obok drzwi, które pod wpływem zaklęcia nauczycielki zatrzasnęły się z głośnym hukiem.
- Wyczuwam kłopoty – mruknął Peter do Lupina.
- Najpierw należy rozpatrzyć całą sytuację – powiedział Remus rozkojarzony. – McGonagall jest na nich zła jak nigdy i wywalą ich ze szkoły – to są przypuszczenia. McGonagall ich lubi, ale uważa, że są nieodpowiedzialni – to są fakty. Syriusz i James – to są totalne czubki. Okej, wszystko się zgadza. – Remus spojrzał się na sufit jakby nagle zaciekawiło go życie pajęczej rodziny tworzącej na nim swoją sieć, po czym opuścił głowę i uśmiechnął się pokrzepiająco do Petera.
- Coś w tym jest – Peter również uśmiechnął się bez przekonania.
Nagle drzwi otworzyły się na pełną szerokość. Próg przekroczyli James i Syriusz. Na ich twarzach malowała się ogromna satysfakcja z nutka rozbawienia. Usiedli opierając się o bijące chłodem mury zamku tak, że znajdowali się dokładnie naprzeciwko Remusa i Petera. Co kilka sekund spoglądali na siebie porozumiewawczo powstrzymując śmiech. Niezręczna cisza trwała zaledwie chwilę.
- I co, wyrzucają was? – spytał zdezorientowany Peter.
- No co, ty – James uśmiechną się wesoło. – pogrzało cię?
- Macie szlaban? – spytał Remus.
- Strzela dalej szalony rewolwerowcu! – odrzekł Syriusz.
- Więc?

- Jest lepiej niż przypuszczaliśmy. Jest cholernie dobrze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz